Sortuj wg
Najnowszej
Najpopularniejszej
Autorzy:

Idzie nowe, czyli reforma sądów a programy komputerowe

D

Data: 2017- 07-17 

Nowa ustawa, czyli nie tylko zmiana ustroju

Obecnie to najgłośniejszy akt prawny – ustawa z dnia 12 lipca 2017 r. o zmianie ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych oraz niektórych innych ustaw. Jej krytyka skupia się na zmianach ustrojowych, istotnie zmieniających kształt sądownictwa w Polsce. Ale ta ustawa to nie tylko fundamentalne decyzje polityczne – to także wprowadzenie do polskiego systemu prawnego rozwiązania, które już zdążono obwołać „wywłaszczeniem” producentów oprogramowania z praw autorskich. To jednak za daleko idące sformułowanie, ale w istocie sama regulacja jest zdumiewająca i budząca wiele pytań.

Poważny problem w mniej poważnym wykonaniu

Analiza tych przepisów wymaga namysłu, poniżej kilka wstępnych uwag. Od razu zaznaczę, że mam z tą regulacją pewien zasadniczy, filozoficzny problem. W mojej opinii Ministerstwo, celowo lub przez przypadek, otwiera bardzo poważną dyskusję, kiedy i na jakich warunkach państwo może zaingerować w prawa i faktyczne władztwo nad oprogramowaniem. Ale otwiera ją w zły sposób. To wcale nie jest banalny problem, państwo ma taką władzę nad naszą własnością w sytuacjach kryzysowych, ba, sama koncepcja licencji przymusowej jest znana i istnieje w systemie prawa. Nie ma prostej odpowiedzi na pytanie co zrobić z softwarową infrastrukturą krytyczną (np. kluczowe systemy administracji, bankowe czy energetyczne) w przypadku upadłości dostawcy lub przejęcia nad nim kontroli przez osoby, które państwo uważa za zagrożenie dla bezpieczeństwa. Czy ataku terrorystycznego lub groźby takiego ataku. Nie wszystko da się uregulować umową, nie zawsze będzie na to czas i jestem przekonany, że takie dyskusje (a być może nawet regulacje) nas czekają. Nie tylko w Polsce. 

Ale w przypadku propozycji Ministerstwa Sprawiedliwości nie ma takiej dyskusji – po prostu wrzucono bardzo szeroki zapis, nie rozpoczynając konsultacji po co i kiedy MS będzie go stosować. Naturalne jest, że musimy analizować wszelkie możliwości stosowania ustawy, nie tylko „kryzysowe” (pomijam czy systemy komornicze powinny w ogóle być brane pod uwagę w takich regulacjach). A taka analiza prowadzi do wniosku, że propozycje MS trudno uzasadnić i w moim odczuciu są raczej reakcją na zastane problemy z systemami niż próbą zbudowania jakiegoś przewidywalnego systemu. 

Przepis jako taki 

Nie lubię cytować długich przepisów, ale tym razem bez tego się nie obejdzie – poniżej fragment ustawy dotyczący sądów; analogiczne przepisy znajdziemy także w noweli ustawy o komornikach i prokuraturze. Proponuję chwilę oddechu, namysłu i uważną lekturę

Art. 175f. § 1. Minister Sprawiedliwości może, w drodze decyzji, przyznać Skarbowi Państwa uprawnienia wynikające z autorskich praw majątkowych do programu komputerowego obsługującego sądowe systemy informatyczne, zwanego dalej „programem komputerowym”, w zakresie niezbędnym do wykonywania zadań sądów.

§ 2. Decyzja, o której mowa w § 1, może zostać wydana, jeżeli zagrożona jest sprawność działania lub ciągłość funkcjonowania programu komputerowego lub systemu teleinformatycznego wykorzystującego program komputerowy, lub jeżeli zapewnienia ich sprawności działania lub ciągłości funkcjonowania wymaga ważny interes państwa lub dobro wymiaru sprawiedliwości, a porozumienie w tym zakresie z osobą, której przysługują autorskie prawa majątkowe do programu komputerowego, napotyka przeszkody.

§ 3. W decyzji, o której mowa w § 1, określa się:

1) zakres uprawnień, które mogą obejmować:

a) korzystanie z programu komputerowego,

b) trwałe lub czasowe zwielokrotnienie programu komputerowego w

całości lub części jakimikolwiek środkami i w jakiejkolwiek formie,

c) tłumaczenie, przystosowywanie, zmiany układu programu komputerowego lub wprowadzanie w nim jakichkolwiek innych zmian,

d) rozpowszechnianie, w tym użyczenie lub najem, programu komputerowego lub jego kopii,

e) zwielokrotnianie kodu lub tłumaczenie jego formy;

2) czas korzystania z uprawnień nie dłuższy niż dwadzieścia lat. § 4. W decyzji, o której mowa w § 1, Minister Sprawiedliwości może nałożyć na osobę, której przysługują autorskie prawa majątkowe do programu komputerowego, obowiązek wydania dokumentacji i kodów źródłowych tego programu, w tym bibliotek i instrukcji niezbędnych do osiągnięcia kodu wynikowego. W takim przypadku decyzja może określać format i formę przekazania dokumentacji i kodów źródłowych.

§ 5. Decyzji, o której mowa w § 1, może zostać nadany rygor natychmiastowej wykonalności.

Próba zrozumienia

O co tak naprawdę chodzi, czyli jednak bardziej licencja przymusowa niż wywłaszczenie.

Spróbujmy to zrozumieć kroku po kroku:

§ 1. Minister Sprawiedliwości może, w drodze decyzji, przyznać Skarbowi Państwauprawnienia wynikające z autorskich praw majątkowych do programu komputerowego obsługującego sądowe systemy informatyczne, zwanego dalej „programem komputerowym”, w zakresie niezbędnym do wykonywania zadań sądów.

Sama instytucja to „decyzja” MS „przyznająca” Skarbowi Państwa stosowne uprawnienia. Do tej pory korzystanie z programu komputerowego (a szerzej utworu) wymagało albo zgody podmiotu uprawnionego (z reguły umowy licencyjnej), albo przepisu ustawy (np. legalny użytkownik z art. 75.1 prawa autorskiego). W świetle nowej ustawy będzie to decyzja, która zastąpi konieczność zawierania odpowiedniej umowy Na szczęście (a były takie sugestie) decyzja ta nie „wywłaszcza” w ścisłym tego słowa znaczeniu, gdyż nie odbiera praw twórcom. Ona po prostu tworzy nam nowy rodzaj licencji przymusowej ; obciąża prawa majątkowe, ale praw tych nie zabiera. 

O zakresie tej decyzji piszę dalej, natomiast moją pierwszą reakcją było: „przecież to można sobie zagwarantować w SIWZ”. No właśnie – jak zobaczymy za chwilę, wszelkie uprawnienia, które decyzja ma „przyznawać” Skarbowi Państwa, można po prostu wpisać jako przedmiot zamówienia. Co więcej, z reguły tak się właśnie robi. Mam wrażenie, że ten instrument, tak daleko idący i który bez wątpienia spowoduje lawinę oburzenia w środowisku, jest (byłby) po prostu zbędny, gdyby zadbać o dokumentację przetargową. Jeśli Ministerstwo chce szeroki zakres praw – niech je kupi. Teoria spiskowa może brzmieć tak, że chodzi tu o złożenie ofert tańszych, nie obejmujących pełnych uprawnień, i pozyskanie tych uprawnień w drodze decyzji (o odpłatności jeszcze będzie, jest na to osobny przepis), ale wydaje mi się, że ratio legis (choć nie wiem, czy powinienem używać tego pojęcia w tym przypadku) jest prostsze – to kolejna w naszym systemie prawnym proteza mająca na celu ratowanie nieprzemyślanych decyzji i ich skutków. Przy czym wyobrażam sobie, że Ministerstwo sprawiedliwości jest w kropce z jakimś vendor lockin-em i płaci teraz konsekwencja za błędne przetargi z przeszłości.    

Ciekawy jest potencjalny zakres takiej decyzji – dotyczy ona programów obsługujących sądowe systemy informatyczne (komornicze, prokuratorskie). Przyjmijmy nawet optymistycznie, że mamy ustalony jakiś krąg tych systemów. Mnie interesuje coś innego – o jakich programach mowa? O ile rozumiem jeszcze potrzebę uzyskania takich praw do aplikacji czy modyfikacji wprowadzonych przez wykonawcę, o tyle w mojej ocenie przepis uprawnia też do objęcia decyzją silników baz danych, bibliotek czy całych środowisk programistycznych. Bardzo ciekawi mnie wynik starcia MS vs MS (Ministerstwo Sprawiedliwości vs Microsoft). 

I jeszcze jedno zaciekawienie – czy decyzja dotyczy tylko używanych programów, czy także tych dostępnych na rynku, ale nie wdrożonych w sądach? Czy możemy np. taką decyzją objąć SAP (jeżeli SAP-a sądy nie mają, i jeżeli przyjmiemy, że może on zostać uznany za obsługujący sądowe systemy informatyczne –)? 

Wydaje się, że zarówno cytowane przepisy, jak i sam pomysł nie zostały wystarczająco przemyślane Jeżeli zmiana miała służyć uwolnieniu się od monopolu dostawcy, to idzie za daleko i za szeroko. Jeżeli zaś Ministerstwo chce dysponować takim instrumentem „na wszelki wypadek”, to jest to zły kierunek i stałoby się bardzo źle, gdyby zaczęto powielać go w innych resortach.

Przesłanki 

§ 2. Decyzja, o której mowa w § 1, może zostać wydana, jeżeli zagrożona jest sprawność działania lub ciągłość funkcjonowania programu komputerowego lub systemu teleinformatycznego wykorzystującego program komputerowy, lub jeżeli zapewnienia ich sprawności działania lub ciągłości funkcjonowania wymaga ważny interes państwa lub dobro wymiaru sprawiedliwości, a porozumienie w tym zakresie z osobą, której przysługują autorskie prawa majątkowe do programu komputerowego, napotyka przeszkody.

Piękny przepis (!). W jego założeniach pewnie jest nawet jakiś sens: wydajemy decyzje tylko wtedy, kiedy mamy poważny problem i musimy dostać się do kodów. . Ale „zagrożona sprawność działania”, „ciągłość funkcjonowania”, „dobro wymiaru” występują prawie w każdym przypadku. Z definicji programy służą szeroko pojętemu dobru wymiaru sprawiedliwości, bo po to są nabywane. Czy zagrożona jest sprawność działania albo ciągłość funkcjonowania – to pozostaje ocenne, sami wiemy, że stosunkowo łatwe do wykazania. Urocze jest też ostatnie zdanie o przeszkodach – jasne, że porozumienie musi napotykać przeszkody, gdyby nie napotykało, to MS miałoby te prawa. Właściwie jedyne, co z tego odczytuję, to quasi obowiązek próby zawarcia uprzednio takiego porozumienia. Dobre i to, będziemy przynajmniej wiedzieć, co nas czeka.

Zakres przyznawanych praw

§ 3. W decyzji, o której mowa w § 1, określa się:

1) zakres uprawnień, które mogą obejmować:

a) korzystanie z programu komputerowego,

b) trwałe lub czasowe zwielokrotnienie programu komputerowego w

całości lub części jakimikolwiek środkami i w jakiejkolwiek formie,

c) tłumaczenie, przystosowywanie, zmiany układu programu

komputerowego lub wprowadzanie w nim jakichkolwiek innych zmian,

d) rozpowszechnianie, w tym użyczenie lub najem, programu

komputerowego lub jego kopii,

e) zwielokrotnianie kodu lub tłumaczenie jego formy;

2) czas korzystania z uprawnień nie dłuższy niż dwadzieścia lat.

Paragraf 1 to trochę kulawo opisane pola eksploatacji – mieszanka przepisu i twórczości własnej autora. Ale to prawdziwe clou takiej decyzji i prawnicza bomba atomowa. Minister może nadawać prawa nie tylko do korzystania z oprogramowania, ale także jego modyfikacji (co jest nawet logicznie poprawne, a naprawdę najistotniejsze w takich sporach z wykonawcami) oraz rozpowszechniania (!). Tutaj powoli zaczynamy jednak zahaczać o wywłaszczenie. W teorii (na razie tylko w teorii) możemy sobie wyobrazić taką sytuację: MS wydaje decyzję co do systemu obiegu dokumentów w opisanym powyżej zakresie i następnie – na mocy uzyskanych uprawnień – udostępnia wszystkim jednostkom sądowym w Polsce. Właściwie dopóki będzie to „zakres niezbędny do wykonywania zadań sądów”,krąg odbiorców może być znacznie szerszy niż tylko sądy jako takie, np. – znów teoretycznie – cały system doręczeń przesyłek obywatelom.

Paragraf 2 to kolejne novum, licencje w prawie autorskim są z domniemania 5 letnie – tu mamy nowy okres 20 lat. Nie można tego uprawnienia wypowiedzieć, ponieważ to decyzja, a 20 lat to w IT, jak wiadomo, sporo czasu. Zwłaszcza, że chyba nikt nie zabroni wydać takiej decyzji ponownie, na kolejne 20 lat, gdyby się okazało, ze program jednak się sprawdza.

Kody i dokumentacja. Jak dla mnie o to będzie dużo walki. 

§ 4. W decyzji, o której mowa w § 1, Minister Sprawiedliwości może nałożyć na osobę, której przysługują autorskie prawa majątkowe do programu komputerowego, obowiązek wydania dokumentacji i kodów źródłowych tego programu, w tym bibliotek i instrukcji niezbędnych do osiągnięcia kodu wynikowego. W takim przypadku decyzja może określać format i formę przekazania dokumentacji i kodów źródłowych.

Też pięknie. I znów – jeśli system ma być szczelny, jest to nawet logiczne, ale czy np. jeśli mam zewnętrzne płatne biblioteki, muszę je teraz nabyć na własny koszt, by udostępnić je ministerstwu? Jak ma wyglądać „format” dokumentacji – jeżeli jestem maniakiem agilowym i relacje cenię sobie nad dokumentacje, muszę wszystko dorabiać, bo tak chce decyzja? W praktyce ten paragraf może powodować najwięcej operacyjnych problemów i sporów. Co więcej jeżeli wykonawca bardzo mądrze pomyśli, to ten aspekt może sparaliżować skuteczność decyzji. O ile prawnie możemy prawie wszystko (jak mamy poparcie w sejmie) to wydobycie kodów czy dokumentacji w postaci przydatnej to zupełnie inna bajka. 

Wynagrodzenie czy też jego namiastka

I na koniec jeszcze jeden przepis wprowadzony ustawą:

Art. 175g. § 1. Minister Sprawiedliwości określa, w drodze decyzji, po zasięgnięciu opinii biegłego, wysokość wynagrodzenia należnego osobie, której przysługują autorskie prawa majątkowe do programu komputerowego, stanowiącego ekwiwalent nabytych przez Skarb Państwa, na podstawie decyzji, o której mowa w art. 175f § 1, uprawnień wynikających z autorskich praw majątkowych do tego programu.

§ 2. Od decyzji, o której mowa w § 1, przysługuje odwołanie do sądu powszechnego.

§ 3. Wynagrodzenie, o którym mowa w § 1, wyczerpuje wszelkie roszczenia osoby, której przysługują autorskie prawa majątkowe do programu komputerowego, względem Skarbu Państwa wynikające z przeniesienia na rzecz Skarbu Państwa uprawnień określonych w decyzji, o której mowa w art. 175f §

Ekwiwalent (czytaj: wynagrodzenie) będzie ustalany także przez Ministra po – uwaga, uwaga – zasięgnięciu opinii biegłego. Nie cenników, cen rynkowych etc., ale opinii – a biegły oprze się na tym, na czym zechce, bo tak robią biegli. Niedawno pewien biegły sądowy napisał nam, że jeśli program jest oparty o open source, to jego wartość wynosi 0 złotych (słownie: zero) złotych. Na szczęście pozostaje nam odwołanie do sądu i po kilku latach może do czegoś dojdziemy. Albo i nie.

Podsumowanie

Niektóre zmiany chciałoby się po prostu wyśmiać, ale to przecież prawo. Prawo, które może i zapewne będzie stosowane. Niejasne, nieprecyzyjne, idące bardzo daleko, prawdopodobnie wymierzone w polskie firmy, bo jakoś trudno mi sobie wyobrazić – dajmy na to - Oracle czy IBM udostępniających kody źródłowe. Więc nie, nie będę się śmiać. I obawiam się, że taka inicjatywa nie przyczyni się do dyskusji nad jakością umów, siwz-ów i unikania vendor lock-in.

źródło: https://www.linkedin.com/pulse/idzie-nowe-czyli-reforma-sądów-programy-komputerowe-marcin-maruta/