Sortuj wg
Najnowszej
Najpopularniejszej
Autorzy:

Co dalej z ICO? 5 wniosków po raporcie SEC

D

Data: 2017-08-01

SEC (Securities and Exchange Comission – amerykański regulator rynku finansowego), stwierdził, że cyfrowe tokeny wyemitowane w ramach ICO (Initial Coin Offering) projektu The DAO podlegają pod regulacje obrotu papierami wartościowymi (securities) (link). Co to oznacza dla przyszłości ICO? Oto nasze 5 wniosków.

1. Nowe technologie wpadają w stare regulacje. SEC potwierdził to, co zakładano już wcześniej: przeniesienie operacji pozyskiwania funduszy do świata cyfrowego nie znaczy, że regulacje securities nie znajdują zastosowania. Nie ma znaczenia, że token jest cyfrowy; nie ma też znaczenia, czy nabywcy płacą za tokeny dolarami, czy wirtualną walutą. Forma prawna, w jakiej działają emitujący tokeny, też o niczym nie przesądza. Jeżeli dane tokeny podpadają pod definicję papieru wartościowego, a proces ICO spełnia kryteria obrotu takimi papierami, to – zdaniem SEC – istniejące regulacje znajdują zastosowanie. 

2. Stanowisko SEC nie jest wyrokiem śmierci na ICO. Raport nie przesądza o tym, że wszystkie tokeny to securities. SEC odnosi się do ICO bardzo specyficznego projektu, jakim był The DAO (The Decentralized Autonomous Organization). Projekt The DAO (ostatecznie zakończony fiaskiem) miał na celu stworzenie zdemokratyzowanego quasi-funduszu VC, w którym rolę statutu pełni smart contract, czyli odpowiednie oprogramowanie. Za pośrednictwem tego quasi-funduszu jego uczestnicy (czyli posiadacze tokenów The DAO) mieli decydować poprzez głosowanie, w jakie projekty chcą zainwestować ich wspólne środki. Zadaniem blockchaina miało być egzekwowanie decyzji społeczności, ale nie bezpośrednio w „realnych” pieniądzach, tylko w ekosystemie kryptowalutowym. Mamy zatem fundusz, za który odpowiadają wszyscy, a zarazem nikt. Mamy tokeny uosabiające jednostki uczestnictwa i mamy kryptowalutę jako kapitał. Trudno o bardziej jaskrawy przykład ICO i tokena, który wpisywałby się w zakres zainteresowań SEC. 

3. Mniej ICO w USA, mniej ICO dla USA. Co do zmian na rynku, liczba ICO lokalizowanych w USA prawdopodobnie mocno się zmniejszy. ICO lokalizowane w innych krajach coraz częściej będą blokowały możliwość nabywania tokenów przez nabywców z USA (przykład – zakończone już ICO Tezosa). To ostatnie wynika z tego, że SEC bierze pod uwagę wszystkie przypadki, kiedy emitent „oferuje i sprzedaje tokeny w USA” (cokolwiek to znaczy w świecie internetu). Stany Zjednoczone już przed raportem SEC nie należały do najpopularniejszych lokalizacji ICO, a wydane stanowisko nie jest zaskoczeniem. USA prawdopodobnie umocni więc swój status no-go zone

4. Stanowisko SEC może, ale nie musi, wpłynąć na innych regulatorów. W ślad za SEC, jako regulatorem najważniejszego rynku kapitałowego na świecie, regulatorzy z innych krajów być może zdecydują się zająć podobne stanowisko. Zwłaszcza ci niezdecydowani. Możliwy jest też odmienny scenariusz. Inne kraje mogą postrzegać podejście ICO-friendly (takie, jakie ma chociażby szwajcarski kanton Zug, czy Estonia), jako szansę na zakotwiczenie u siebie przyszłych technologicznych unicornów

5. Przepisy muszą chronić, ale muszą robić to mądrze. Amerykański regulator stoi przed swoistym dylematem. Z jednej strony ma świadomość, że hamowanie rozwoju szeroko rozumianej kryptoekonomii może się odbić amerykańskiej gospodarce czkawką. Z drugiej strony, stopień nieprzejrzystości wielu projektów ICO jest równie wielki, co obecny hype na ten model pozyskiwania funduszy. W większości przypadków nikt nie jest w stanie wyegzekwować od emitenta tokena, że wyda zebrane środki na to, na co obiecał. Nie ma też żadnych gwarancji, że po zakończeniu emisji cały projekt – wraz z zebranymi środkami – nie rozpłynie się w powietrzu. To już nawet obiekt żartów w branży – twórcy prześmiewczego projektu Useless Ethereum Token przeprowadzili – jak to nazwali – "pierwsze w 100% uczciwe ICO", przyznając wprost, że nie zbierają funduszy na żaden projekt blockchainowy, ale na… nowy telewizor. Prawna ochrona nabywców tokenów niewątpliwie jest potrzebna. Z drugiej strony, istniejące restrykcyjne regulacje dotyczące securities nie do końca pasują do realiów kryptoekonomii. Efekt może być taki, że przepisy chroniące nabywców tokenów będą na różne sposoby omijane i w praktyce nabywcy nie będą mieli żadnej ochrony. Spłaszczenie problemu do prostej alternatywy – albo obecne restrykcyjne regulacje, albo Dziki Zachód – to wylanie dziecka z kąpielą.