Nowelizacja PZP

Można mieć do ustawodawcy rozmaite zastrzeżenia, ale jedno trzeba powiedzieć z całą stanowczością – w ostatnim czasie dokłada on wszelkich starań, by prawnikom nie zabrakło pracy. Dopiero w miarę oswoiliśmy się z RODO, a już musimy uczyć się znaczenia nowych skrótów, takich jak MDR czy AML.

Lista nowych regulacji jest długa i nie są to drobne zmiany porządkowe albo niszowe przepisy branżowe. Są to systemowe nowości, dotykające praktycznie wszystkich uczestników obrotu gospodarczego, wymagające zrozumienia, przyswojenia, wdrożenia i oprzyrządowania instytucjonalnego, a także wypracowania nowego orzecznictwa i doktryny.

Wszystko wskazuje na to, że kolejną dziedziną, której trzeba się będzie w istotnej części uczyć na nowo, jest prawo zamówień publicznych. Na ścieżce legislacyjnej znajduje się bowiem projekt ustawy autorstwa Ministra Przedsiębiorczości i Technologii, przygotowany wspólnie z Urzędem Zamówień Publicznych.

Co istotne, nie jest to kolejna nowelizacja istniejących przepisów, lecz kompleksowy akt regulujący na nowo problematykę udzielania zamówień publicznych.

Wprawdzie przed nami jeszcze długa droga i możemy spodziewać się wielu zmian w projekcie, ale planowana data wejścia w życie nowej ustawy to już 1 stycznia 2020 r. Prawnicy zajmujący się tym obszarem odczuwają więc naturalną potrzebę przygotowania się do tego, co ich czeka.

Co więcej, potrzeba ta jest wzmacniana coraz częściej pojawiającymi się pytaniami naszych Klientów, których codzienna rzeczywistość zawodowa polega na ubieganiu się o zamówienia publiczne lub na ich udzielaniu.

Pierwsza refleksja prawników z naszego zespołu jest trochę pozamerytoryczna: niezależnie od tego, co w projekcie napisano, pewną obawę budzi jego obszerność. Obecna ustawa obejmuje 227 artykułów i mieści się na 117 stronach. Natomiast nowy projekt, to 682 artykuły i 278 stron, a trzeba do tego doliczyć jeszcze 100 artykułów i 31 stron przepisów wprowadzających. Aktów wykonawczych na razie brak, ale wiadomo, że będzie ich kilkanaście. Jeżeli dodamy do tego, że podstawowe akty unijne, które transponowane są do polskich przepisów, czyli dyrektywa klasyczna i sektorowa, zawierają odpowiednio tylko 94 i 110 artykułów, to możemy zadać sobie pytanie, czy aż tak obszerna regulacja krajowa rzeczywiście była konieczna.

Czytelność, zwięzłość i prostota aktów prawnych, zawsze były cechami pożądanymi. Nie wiem, czy w dzisiejszym, szybko zmieniającym się świecie, możliwe i bardziej efektywne byłoby bardziej syntetyczne uregulowanie materii zamówień publicznych. Czas pokaże, czy zamierzone przez Projektodawców skutki zostaną osiągnięte, natomiast wydaje mi się, że w toku dalszych prac legislacyjnych niektóre z niepotrzebnych przepisów warto by jednak wyeliminować.

W dobrą stronę

Co do kwestii merytorycznych, to bardzo trudno podsumować je w kilku zdaniach. Na pewno jest to projekt, który w wielu obszarach idzie w bardzo dobrą stronę. Przykładowo, założenie bardziej świadomego planowania udzielania zamówień publicznych, rozszerzenie (nareszcie!) podstawowych zasad systemowych o zasadę efektywności ekonomicznej, czy wprowadzenie nowych mechanizmów wymuszających komunikację pomiędzy zamawiającymi a wykonawcami i ułatwiających rozwiązywanie sporów pomiędzy nimi, należy ocenić bardzo pozytywnie.

Równocześnie jednak, niektóre regulacje wydają się nadmiarowe, inne budzą istotne wątpliwości interpretacyjne i wydaje się, że pozostało wciąż trochę problemów nierozwiązanych, znanych z praktyki, a nieobsłużonych projektem.


Nasi prawnicy z zespołów zajmujących się prawem zamówień publicznych, rozwiązywaniem sporów i ochroną danych osobowych, w ramach prowadzonych przez Projektodawców konsultacji publicznych, przygotowali bardziej rozbudowaną analizę projektu nowej ustawy, odnosząc się do poszczególnych problemów i proponując rozwiązania. W lutym i marcu zamierzamy o niektórych z nich napisać więcej, zapraszam serdecznie do lektury, dyskusji i zachęcam do dzielenia się przemyśleniami.

Nasz materiał można znaleźć tutaj:

Zobacz inne artykuły Bartłomieja Wachty